Konflikty zbrojne. Źródła, przyczyny, cele, preteksty.

ŁUKASZ SMALEC

 

Wojny oraz konflikty zbrojne stanowią naturalną część rzeczywistości międynarodowej. Raymond Aron, wybitny francuski badacz tej dyscypliny, rozpatrywał stosunki międzynarodowe jako “zjawisko dialektyczne, które niesie za sobą alternatywę między wojną i pokojem”. Współcześnie, traktowanie wojny jako najważniejszej części stosunków międzynarodowych wydaje się być „melodią czasów minionych”, niemniej jednak -nadal pozostaje ona zgodnie ze słowami Sun Tzu “sprawą o istotnym znaczeniu dla losów państwa”, co uzasadnia zajmowanie się tym problemem.[1]

Niniejszy artykuł ma stworzyć ramy pojęciowe oraz usystematyzować informacje na temat źródeł oraz przyczyn konfliktów zbrojnych. W tym kontekście należy zadać sobie kilka pytań, zastanowić się nad źródłami, przyczynami konfliktów zbrojnych oraz celami stron podejmujących działania zbrojne. Warto zastanowić się, jaką rolę w poszczególnych konfliktach spełniają na pozór błahe i przypadkowe wydarzenia, które stanowią preteksty czy też impulsy do podjęcia działań wojennych. Problemy te mają kluczowe znaczenie z punktu widzenia przygotowań do działań wojennych, na których chciałbym się skupić w dalszej części rozważań, dokonując charakterystyki tego etapu, zarówno w wymiarze dyplomatycznym jak i strategicznym. Rozważania te zostaną poprzedzone krótkim wstępem, w którym zostanie wyjaśnione znaczenie semantyczne przywołanyh zagadnień, które często rozumiane są w sposób opaczny bądź też są między sobą mylone.[2]

1. Definicje

Conditio sine qua non niniejszej pracy jest wyjaśnienie semantycznego znaczenia podstawowych pojęć, którymi chciałbym się zająć w dalszej części pracy. Na pierwszy rzut oka może wydawać się to truizmem, niemniej jednak uchwycenie tej (niekiedy bardzo subtelnej) różnicy pomiędzy poszczególnymi pojęciami pozwoli lepiej zrozumieć ich odmienne znaczenie. Rozpocznę od krótkiego wyjaśnienia słowa „źródło”, Słownik języka polskiego definiuje je jako „coś, co stanowi początek czegoś” ale również „przyczynę określonych uczuć lub zachowań”. Dokonując porównania znaczenia tego pojęcia z definicją słowa „przyczyna” („czynnik lub zespół warunków wywołujący jakieś zjawisko jako swój skutek”) należy wywnioskować, że źródła „tkwią” głębiej aniżeli przyczyny. Te ostatnie z kolei są mocniej osadzone w panujących realiach aniżeli „impulsy” czyli „coś, co pobudza do działania”. Z tym ostatnim terminem w odniesieniu do konfliktów zbrojnych bardzo blisko związany jest „pretekst” czyli zmyślony powód podany w celu ukrycia właściwej przyczyny. Należy rownież w tym miejscu zdefiniować pojęcie „celu”, który oznacza coś, do czego się dąży, natomiast w polityce zagranicznej należy go rozumieć jako”antycypowany stan rzeczy, który ma zostać osiągnięty dzięki określonym działaniom politycznym”.[3]

Na wstępie moich rozważań chciałbym również podjąć próbę zdefiniowania pojęcia wojny oraz konfliktu zbrojnego. Klasyczne wojny stały się zjawiskiem marginalnym. Pozwolę sobie przytoczyć w tym miejscu statystyki SIPRI, zgodnie z którymi na przestrzeni dwudziestu ostatnich lat wśród około sześćdziesięciu większych konfliktów zbrojnych (ang. major armed conflicts)[4], zaledwie cztery toczyły się między państwami. Z tego powodu bardziej uzasadnione jest posługiwanie się pojęciem „konfliktu zbrojnego”, w ramach którego mieści się również „wojna”. Warto w tym miejscu skonfrontować dzisiejsze realia z klasyczną definicją wojny sformułowaną przez Carla von Clausewitza. Wybitny Prusak zdefiniował wojnę jako „czyn polityczny, dalszy ciąg stosunków politycznych przejawiających się w aktach przemocy, mający na celu zmuszenie przeciwnika do spełnienia naszej woli”. Większość współczesnych konfliktów zbrojnych nie spełnia warunków [5], które w przeszłości umożliwiały uznanie danego incydentu z użyciem siły zbrojnej za wojnę. Niemniej jednak należy unikać zbyt daleko idących generalizacji, gdyż również współcześnie możemy wskazać przykłady konfliktów zbrojnych, które mogą zostać uznane za wojny. Do tej grupy należą m.in. obie wojny z Irakiem (1991, 2003).[6] 

2. Źródła konfliktów zbrojnych

Rekonstrukcja źródeł konfliktów zbrojnych nie jest zadaniem łatwym, ale na pewno istotnym. Trudności te mają swe źródła głównie w warstwie semantycznej; pojęcie to jest używane stosunkowo rzadko, a nawet wówczas zamiennie ze słowem przyczyna. W literaturze przedmiotu najczęściej spotykamy pojęcie przyczyn sensu largo (ang. causes of war bądź rzadziej stosowane reasons of war), w którym mieszczą się zarówno źródła jak i przyczyny sensu stricte konfliktów zbrojnych. Punktem wyjścia dla moich rozważań będzie typologia źródeł wojny stworzona przez Kennetha Waltza, zgodnie z którą tkwią one na trzech poziomach analizy.[7] Autor kultowej książki z zakresu teorii stosunków międzynarodowych Man, the state and war sytuuje je na poziomie jednostki, państwa oraz systemu międzynarodowego. W niniejszy podział bardzo dobrze wpisują się poglądy filozofów, którzy zajmowali się problemem źródeł wojen na przestrzeni dziejów. Gwoli sprawiedliwości należy przyznać, że większość upatrywała ich na poziomie jednostki, nie brakowało jednak również poglądów odmiennych. Uznawali oni, że decydujący wpływ na wybuch wojny mają państwa czy też kształt systemu międzynarodowego. Pojawiały się również opinie odmienne, w tym również takie, które rozpatrywały wojnę jako zjawisko transcendentne. Godne odnotowania są tutaj poglądy św. Augustyna, który traktował wojnę jako bicz boży- karę za grzechy. Należy skonstatować, że bardzo trudno jest odpowiedzieć na pytanie kto ma decydujący wpływ na wybuch wojny, czy jest to jednostka, państwo czy może struktura systemu międzynarodowego, który determinuje zachowanie poszczególnych państw na scenie międzynarodowej. Wydaje się, że źródła konfliktów zbrojnych należy analizować w sposób komplementarny, szukać rozwiązań najprostszych, niemniej jednak - nie poprzestawać na nich, gdyż zazwyczaj ograniczenie się tylko do jednego z nich jest niewystarczające.[8] 

Pomimo że wojna wymaga zorganizowanych działań ze strony większej zbiorowości ludzkiej, nie można lekceważyć, ani tym bardziej eliminować, osobistego zaangażowania oraz odpowiedzialności jednostki za wybuch wojny. O roli, jaką przywiązuje się do natury jednostek, doskonale świadczy fragment konstytucji UNESCO, który stwierdza, że „wojny rodzą się w umyśle człowieka”. Pierwszy poziom analizy upatruje źródeł wojen na poziomie jednostki, zarówno w ułomnościach natury ludzkiej, sposobie zachowania każdego człowieka, jak również jego indywidualnych cechach. Biologiczne teorie wojen, uznają, że źródła wojny są pochodną egoizmu, bezmyślności, słabości oraz skłonności do agresji człowieka. Dążenie do dominacji, a w konsekwencji również do wojny, jest naturalną częścią życia każdego człowieka, na którą wskazywał m.in. T. Hobbes. Kwintesencją jego poglądów na ten temat jest słynna sentencja: “człowiek człowiekowi wilkiem jest” (łac. homo homini lupus est). Warto wspomnieć, że jej autorem nie był Hobbes a antyczny filozof Tytus Makcjusz Plautus, który podobnie jak jego wielki następca upatrywał źródeł wojny w biologicznych cechach człowieka. Poglądy tego filozofa nie należały wówczas do rzadkości, źródeł wojen tkwiących w naturze ludzkiej dopatrywało się wielu ówczesnym myślicieli na czele z Platonem i Cyceronem. Godne uwagi są interesujące spostrzeżenia poczynione przez prof. M. Huzarskiego, który konfrontuje ze sobą dwie szkoły myślenia o źródłach wojen na poziomie jednostki. Pierwsza prezentuje optymistyczną wizję człowieka jako istoty z natury dobrej, zmienia się on dopiero pod wpływem czynników egzogenicznych. Drugą cechuje pesymistyczne spojrzenie na naturę człowieka, zgodnie z poglądami Hobbesa. Nie można również zapomnieć o roli, jaką odgrywają indywidualne cechy poszczególnych jednostek, wynikające z jej doświadczeń indywidualnych. Po raz kolejny należy stwierdzić, że nie jest to novum, gdyż już filozofowie epoki Oświecenia, na czele z Francuzem Holbachem wskazywali, że cechy wielkich jednostek stanowią źródło wojny. Holbach wskazywał na pierwszoplanową rolę ich wad, co sprawiało, że bardzo często wojny były dziełem przypadku. W okresie oświeceniowego kultu rozumu oraz nauki, za sprawą Diderota pojawiły się również poglądy upatrujące źródeł wojen w świadomości człowieka, niewiedzy, przesądach oraz zacofaniu jednostek ludzkich. Krytyczne spojrzenie na źródła wojny na poziomie jednostki ludzkiej, jej psychiki oraz natury sprawia, że trudno nie ulec wrażeniu, że jest ono skrajnie deterministyczne. Bez względu na to jak wielki udział ma w niej jednostka, wojna w dalszym ciągu pozostaje domeną aktywności grupowej. Mimo tego, współcześnie bardzo łatwo możemy odnaleźć wojny, w których ogromną rolę odgrywały jednostki; dobrym przykładem są zarówno I (za sprawą Saddama Husajna), jak i II (kluczowe jest zrozumienie postawy prezydenta G. W. Busha i „jastrzębi” na czele z D. Rumsfeldem oraz D. Cheneyem w jego administracji) wojna z Irakiem. Krótko mówiąc, poszukiwanie źródeł wojen nie powinno ograniczyć się tylko do poziomu jednostki ludzkiej, wskazane jest również spojrzenie na państwo i rolę systemu międzynarodowego.[9]

Zgodnie z osiemnastowieczną doktryną Rousseau-Portalisa - „wojna jest stanem pomiędzy państwami, w której jednostki stają naprzeciw siebie jako reprezentanci państw- żołnierze”. Bez wątpienia źródeł konfliktów zbrojnych powinniśmy upatrywać również na poziomie państwa, odwołując się do jego historii, kultury politycznej i strategicznej. Symptomatyczne są w tym kontekście poglądy przedstawiciela szkoły sofistów, Hippiasza z Abdery, który źródeł wojny upatrywał już w samym istnieniu państw. Interesujące w tym względzie były również poglądy Platona, który dostrzegał źródła wojen w „naturalnej wrogości plemion” (państw) oraz przeludnieniu państw. Kontynuatorem (a zarazem propagatorem) demograficznej teorii konfliktów zbrojnych był Thomas Malthus. Źródeł wojen upatrywał on w sprzecznościach pomiędzy nadmiernym przyrostem naturalnym, a ograniczonymi możliwościami zapewnienia odpowiedniego poziomu życia wzrastającej liczby ludności. Jego poglądy podzielał również Gaston Bouthoull, który podobnie jak Platon wskazywał na przeludnienie jako genezę wojen. Kluczowa w tym aspekcie wydaje się również historia, która wywiera bardzo mocny wpływ na sposób zachowania państwa, oddziałuje na postrzeganie partnerów i bieżącej sytuacji politycznej. Wszystkie te elementy wpływają na percepcję zagrożeń przez poszczególne państwa, co z kolei decyduje o ich stosunku do użycia siły zbrojnej, akceptacji przez dane państwo wojny jako sposobu załatwiania sporów międzynarodowych. Źródła wojny tkwią również w systemie politycznym poszczególnych państw. W tym kontekście pojawia się problem prawidłowej interpretacji wpływu tego elementu na prawdopodobieństwo wybuchu wojny, gdyż często państwa o podobnym systemie politycznym i w zbliżonych sytuacjach zachowują się zupełnie inaczej. Zarówno państwa demokratyczne jak i autorytarne czy też totalitarne mogą prowadzić wojny. Niemniej jednak, te pierwsze w dużej mierze mają ograniczoną swobodę ze względu na kontrolę ze strony opinii publicznej. Jak do tej pory aktualność zachowuje teoria demokratycznego pokoju, w myśl której liberalne demokracje nie prowadzą ze sobą wojen. Jak słusznie konstatuje J. Nye trudno ocenić jak może zmienić się sytuacja w przyszłości, pod warunkiem, że dalszej proliferacji ulegnie liczba państw demokratycznych.[10]

Źródeł konfliktów zbrojnych należy upatrywać również na poziomie systemu międzynarodowego. K. Waltz wskzuje, że podstawowe znaczenie ma tutaj kształt systemu, jego anarchiczna struktura. Brak władzy zwierzchniej sprawia, że suwerenne państwa, kierując się własną racją stanu, niejednokrotnie postępują wbrew zasadom prawa międzynarodowego. Decyzja o użyciu siły zbrojnej zapada wówczas, gdy są one przekonane, że pozwoli im to osiągnąć zamierzone cele polityczne. Pozostałe państwa w każdej chwili mogą stać się ofiarą ataku, co wymusza podjęcie działań, które pozwolą na jego odparcie. Spostrzeżenia te nie są niczym nowym. Na rolę systemu międzynarodowego w swoich rozważaniach na temat wojny peloponeskiej wskazywał już Tukidydes. Należy zwrócić uwagę, że J. Nye wskazuje również na dynamikę systemu jako równie istotny jego wymiar. Pod tym pojęciem kryją się interakcje zachodzące pomiędzy poszczególnymi podmiotami, które tworzą system międzynarodowy, dotyczy to zarówno ich stosunku do obowiązujących zasad jak również środków, którymi posługują się one dla osiągnięcia swoich celów. Wydaje się, że rola systemu międzynarodowego w dalszym ciągu pozostaje istotna; mało prawdopodobne, aby sytuacja uległa zmianie w przyszłości. Postulaty ustanowienia rządu światowego, zgłaszne przez Immanuela Kanta z jednej strony mają niewielkie szanse na realizację, z drugiej, jak się wydaje, wcale nie doprowadziłyby do całkowitego wyeliminowania wojen. Konflikty międzypaństwowe zostałyby zapewne zastąpione przez wojny wewnętrzne.[11]

Podsumowując tę część moich rozważań chciałbym podkreślić, że nadmierne wyeksponowanie roli jednego czynnika może prowadzić do pominięcia innego elementu, który odegrał nie mniej istotną rolę. Odpowiedź na pytanie: który poziom jest najistotniejszy? nie jest zadaniem łatwym, jak stwierdza Joseph Nye. W obliczu względnej stabilności państw oraz systemu międzynarodowego wydaje się jednak, że pierwszoplanową rolę odgrywają obecnie jednostki, o czym moim zdaniem świadczą chociażby dwie wojny z Irakiem. Konkludując, należy stwierdzić, że dopiero analiza wszystkich tych poziomów pozwala na pełną odpowiedź na pytanie o źródła wojny. Należy skonstatować, że o ile w większości przypadków źródła konfliktów zbrojnych są czymś stałym, to wojny nie są zjawiskiem permanentnym. Należy wywnioskować więc, że aby wybuchł konflikt muszą zaistnieć dodatkowe przesłanki, które sprawiają, że konkretny konflikt ma miejsce. Rolę takich czynników spełniają właśnie przyczyny, impulsy oraz preteksty, duże znaczenie odgrywają również cele konfliktów zbrojnych.[12]

3. Przyczyny i cele konfliktów zbrojnych

“Każde wydarzenie jest elementem długiego ciągu przyczynowego i większość z nich ma wiele przyczyn”. Joseph Nye 

Przejdę teraz do krótkiej prezentacji przyczyn konfliktów zbrojnych, które zazwyczaj są bardzo skomplikowane. Na wstępie chciałbym podkreślić wielość istniejących podziałów; obok dobrze znanych analiz przyczyn w oparciu o kryterium podmiotowe czy też przedmiotowe, warto wskazać również propozycje nieco mniej rozpowszechnione. W tym kontekście interesujące spojrzenie na etiologię wojny zostało zaproponowane przez polemologów, którzy wyodrębnili przyczyny strukturalne, koniunkturalne oraz okazjonalne (bezpośrednie). Wśród stosowanych typologii warto wskazać również na koncepcję zaproponowaną przez J. Nye, który wyodrębnił przyczyny pierwotne, pośrednie i bezpośrednie. Ze względu na dużą wartość wyjaśniającą oraz logikę wywodu [13], w niniejszej pracy zostanie zastosowany podział przyczyn wojen według kryterium przedmiotowego. W tym miejscu zostaną wyodrębnione czynniki terytorialne, polityczne, militarne, ponadto ekonomiczne, ideologiczne, kulturowe oraz ekologiczne.[14]

Na wstępie pozwolę sobie zwrócić uwagę, że istnienie określonej przyczyny konfliktu zbrojnego zwiększa jego prawdopodobieństwo, niemniej jednak nie przesądza kategorycznie o jego rozpoczęciu. Uzasadnione wydaje się rozpoczęcie rozważań na temat przyczyn konfliktów zbrojnych od sporów terytorialnych. Zarówno w przeszłości, tak i obecnie, rywalizacja państw o terytorium stanowiła główną przyczynę wojen. Według analiz, dokonanych m.in. w ramach programu Korelaty Wojny, stanowiły one najczęstsze podłoże konfliktów zbrojnych począwszy od 1815 r. Ponadto, spory na tym tle były najbardziej krwawe oraz przejawiały najsilniejszą tendencję do powracania i eskalacji. O tym, że często powracają one ze zdwojoną siłą można się było przekonać w przypadku agresji S. Husajna na Kuwejt. Należy zauważyć, że czynniki terytorialne konfliktów zbrojnych obejmują zarówno dążenia separatystyczne, niepodległościowe na tle etnicznym (ogromną rolę odgrywa w tym kontekście nacjonalizm szczególnie niebezpieczny gdy dana grupa narodowościowa jest pozbawiona własnego państwa), jak i spory pomiędzy państwami o określone terytorium (spory graniczne lub walka o tzw. strefę wpływów). Pierwsze z nich stały się dominującym problemem począwszy od lat 50. XX w., zastępując rywalizację o terytoria o szczególnie istotnym znaczeniu strategicznym (vide wyspy kuwejckie w rejonie Zatoki w przypadku wojny iracko-kuwejckiej).[15] Bliskość terytorialna jest czynnikiem, który wydatnie zwiększa prawdopodobieństwo wystąpienia sporów terytorialnych. Walka o terytorium wyzwala również daleko idącą gotowość do poświęceń. Warto podkreślić, że prowadzenie działań wojennych, których podłożem są spory terytorialne, jest zazwyczaj akceptowane przez ludność zamieszkującą określone państwo.[16]

Istotną grupę czynników stanowią również przyczyny polityczne. Należy tu wskazać chociażby na dążenie do zmiany status quo przez państwo, które nie jest usatysfakcjonowane istniejącym układem sił. Conditio sine qua non zaistnienia konfliktu jest istnienie państw, które będą przejawiać wolę obrony status quo. Państwo kontestujące obecny kształt sytemu międzynarodowego uznaje, że wojna pozwoli mu na zmianę niekorzystnej dla niego sytuacji. Niezbędne jest również spojrzenie na rolę porozumień sojuszniczych jako przyczyny wojen. Zobowiązania sojusznicze, których dane państwo jest stroną implikują konieczność przyjścia z pomocą sojusznikowi, który staje się przedmiotem ataku ze strony agresora (warunki przyjścia z pomocą określone są w klauzuli casus foederis traktatu sojuszniczego). Rola porozumień sojuszniczych była jak dotąd sprzecznie interpretowana. Warto zestawić w tym miejscu poglądy realistów (traktowali je jako sposób na uniknięcie wojny) z krytycznym podejściem prezydenta W. Wilsona. Amerykański prezydent w systemie zobowiązań sojuszniczych widział jedną z głównych przyczyn wybuchu I wojny światowej. W dotychczasowej historii nie brak jest przykładów potwierdzających słuszność obydwu stanowisk. W przeszłości zobowiązania sojusznicze (z wyjątkiem XIX w.) zwiększały prawdopodobieństwo wybuchu konfliktu zbrojnego. Sytuacja uległa zmianie w okresie Zimnej Wojny za sprawą zdobycia przez bloki sojusznicze broni nuklearnej. Jeszcze trudniejsza jest interpretacja wpływu wielkości państw-członków sojuszu, czy też ich ustroju na prawdopodobieństwo wybuchu wojny. Tym samym jednoznaczne wnioski są utrudnione, a niewątpliwie interesujące są spostrzeżenia Josepha Nye. Skonstatował on, że porozumienia sojusznicze zawężają pole manewru państw, co w konsekwencji prowadzi do konfliktów zbrojnych (vide I wojna światowa).[17] 

Kolejną grupę stanowią czynniki o charakterze militarnym, które dochodzą do głosu szczególnie w sytuacji gdy jedno państwo wydatnie zwiększa swój potencjał militarny. Konieczne jest tu spojrzenie na wpływ wyścigu zbrojeń na wybuch wojny. Przyjmuje się, że w przypadku zbrojeń konwencjonalnych prawdopodobieństwo konfliktów zbrojnych wzrasta; sytuacja ulega zmianie gdy w grę wchodzi arsenał nuklearny, wejście w jego posiadanie oznacza spadek prawdopodobieństwa wybuchu wojny. Państwo decydujące się na rozbudowę własnego potencjału militarnego musi być bardzo ostrożne. Wojna staje się nieunikniona dopiero w sytuacji, gdy wzrost potencjału jednego państwa zaczyna zagrażać innym. Zostaje osiągnięty moment, w którym dalszy wzrost potęgi przeciwnika nie może być tolerowany, a co więcej - budzi strach. W tej sytuacji pojawia się problem, jak państwo może zniwelować działanie dylematu bezpieczeństwa. Bez wątpienia nie jest to zadanie łatwe, logicznym sposobem jego „przełamania” staje się rozbudowa potencjału obronnego państwa, który nie może zostać wykorzystany w operacjach ofensywnych.[18]

Równie istotne są czynniki ekonomiczne. Przyczyną wojny staje się wówczas chęć realizacji własnych interesów ekonomicznych zarówno przez państwo, jak i jego obywateli oraz ograniczenia swobody wolnego handlu. Takie przyczyny wojny były wskazywane już na początku epoki nowożytnej za sprawą Hugo Grocjusza, czy też Alberico Gentiliego. Ze względu na wzrastające znaczenie podłoża surowcowego konfliktów zbrojnych warto zwrócić na nie szczególną uwagę. Należy skonstatować, że surowce stanowiły istotną przyczynę konfliktów zbrojnych również w przeszłości. Istotne jest w tym kontekście zrozumienie wpływu rozmieszczenia złóż kluczowych surowców na powstawanie konfliktów zbrojnych. Zarówno ich brak jak i nadmiar mogą stanowić przyczynę konfliktów zbrojnych. W pierwszym przypadku poszczególne państwa dążą do zapewnienia sobie dostępu do określonych surowców, przejęcia kontroli nad zasobami surowców energetycznych, m.in. ropy naftowej. Paradoksalnie również nadmierna obfitość surowców może okazać się zarzewiem konfliktów. Sytuacja ta (określana mianem klątwy surowcowej) ma miejsce wówczas, gdy w połączeniu z bogatą bazą surowcową mamy do czynienia z niestabilnym systemem politycznym (vide Demokratyczna Republika Konga).[19]

Na uwagę zasługują również czynniki ideologiczne oraz kulturowe. W okresie Zimnej Wojny były one istotnym źródłem sporów międzynarodowych, nie doprowadziły natomiast do konfrontacji militarnej. Rolę surogatu wojny spełniał wyścig zbrojeń, który był sprawdzianem narodowej siły oraz woli do działania. Podobną rolę spełniały również konflikty ograniczone, toczone w tzw. trzecim świecie. Ich uczestnicy byli wspierani w sposób pośredni przez supermocarstwa. Od czasów rozpadu bloku państw socjalistycznych i zakończenia „podziału świata” na Wschód i Zachód, czynnik ten stracił swoje znaczenie i ulega dalszej marginalizacji. Jeśli chodzi o czynniki kulturowe, to w ostatnim czasie coraz większa liczba społeczeństw akcentuje swoją odrębność w tym zakresie. W przyszłości mogą one stać się przyczyną konfliktów zbrojnych na większą skalę. Szczególnie interesujące są w tym kontekście poglądy Samuela Huntingtona, który sugerował, że dotychczasowe ideologiczne linie podziału zostaną zastąpione właśnie przez odmienności kulturowe. Prognozuje on, że najpoważniejsze konflikty w przyszłości będą miały swoje podłoże na gruncie odrębności kulturowej. Ten wybitny amerykański badacz stosunków międzynarodowych stwierdził, iż kultura stanowi zarówno „siłę integrującą jak i czynnik, który stanowi linię podziału bardzo trudną do przezwyciężenia”. Najbardziej prawdopodobny jest konflikt zbrojny na styku cywilizcji Islamu i Zachodu. Potencjalnym adwersarzem muzułmanów może okazać się również cywilizacja hinduistyczna (vide spór Indii z Pakistanem o Kaszmir).[20]

Ostatnią grupą czynników, na które chciałbym zwrócić uwagę, są czynniki ekologiczne, które podobnie jak poprzednie powinny być raczej rozpatrywane głównie w kategorii przyczyn konfliktów zbrojnych w przyszłości. Warto wspomnieć jednak, że w historii miały już miejsce konflikty na tym tle, m.in. „konflikt o wodę” pomiędzy Izraelem a Syrią i Libanem o użytkowanie dorzecza Jordanu. Ekologiczne podłoże wojen zostało wyeksponowane za sprawą szkoły kopenhaskiej. Interesujące są również poglądy T. Homera-Dixona, który wskazywał, że niektóre zjawiska ekologiczne mogą zwiększyć prawdopodobieństwo wystąpienia konfliktu zbrojnego. Należy wskazać przede wszystkim na obawy przed wyczerpywaniem się zasobów, co wiąże się dość ściśle z surowcowym podłożem konfliktów, choć jest pojęciem szerszym, obejmuje m.in. konflikty o ziemię uprawną, wycinanie lasów.[21]

Nie negując faktu, że wojny nie wybuchają przypadkowo, należy wspomnieć, że przyczyną wojen może być również niewłaściwa ocena potencjału lub intencji przeciwnika, o czym boleśnie przekonał się Saddam Husajn w przypadku wojny w Zatoce w 1991 r. Mispercepcja sprawia, że państwa niewłaściwie oceniają siłę drugiej strony, zakładają, że osiągnięcie zamierzonego celu będzie łatwiejsze niż ma to miejsce w rzeczywistości. Niekiedy może to wynikać również ze świadomego wprowadzenia w błąd (podstępu) drugiej strony. Wiara w łatwe osiągnięcie zamierzonych celów popycha państwo do wojny, pomimo faktu, że nie dysponuje ono wystarczającym potencjałem do ich osiągnięcia. Należy stwierdzić, że badania nad etiologią wojen prowadzą do wniosku, że jednoczynnikowe teorie przyczyn wojen mają niedostateczną wartość wyjaśniającą. Próby odkrycia jednego uniwersalnego czynnika, który wpływa na wybuch wojen kończą się niepowodzeniem, ponieważ wojny mają zazwyczaj skomplikowane podłoże.[22]

Chciałbym teraz zastanowić się nad celami, jakie leżą u podstaw konfliktów zbrojnych. Pozwolę sobie w tym miejscu przytoczyć, jakże trafne spostrzeżenie O. A. R. von Lillensterna, które uzasadnia rozpatrywanie przyczyn w powiązaniu z celami wojen. Dostrzega on nierozerwalny związek łączący te zagadnienia, konstatuje, że “u podłoża każdej wojny należy zadać dwa pytania o przyczynę (dlaczego?) oraz cel (po co?)”. Stwierdza również, że to one będą „determinowały charakter i kierunek działań wojennych”. Rozważania nad celem działań wojennych nie są zjawiskiem nowym, refleksja nad nimi towarzyszyła nam od dawna. Już Arystoteles zauważył, że „wojna nie jest celem samym w sobie”, natomiast powinna ona stanowić krok, który pozwoli na osiągnięcie pokoju. W podobnym tonie brzmiały poglądy N. Macchiavellego, którego prof. B. Balcerowicz postrzega jako prekursora Clausewitza. Podobnie jak jego wielki następca, traktował on je jako środek, który służy do realizacji celów politycznych. Przedstawione poglądy były również bliskie sercu Napoleona Bonaparte, który skonstatował, że cele polityczne są kluczowe dla podjęcia decyzji o rozpoczęciu działań wojennych. Oddajmy wreszcie głos samemu Clausewitzowi, który stwierdził, że wojny są “środkiem służącym osiągnięciu celu, natomiast nie są celem samym w sobie”. Wojnę rozpatruje on w kategorii “narzędzia polityki”, tym samym “podporządkowanie politycznego punktu widzenia wojskowemu byłoby absurdalne”. Sięgnięcie do dorobku pruskiego klasyka jest uzasadnione, ponieważ jego poglądy na temat celów wojen zachowują swoją aktualność mimo upływu czasu. W USA poglądy Clausewitza przeżywają prawdziwy renesans, który zapoczątkowało niepowodzenie wojny w Wietnamie.[23]

Bardzo istotna jest również systematyka celów, dokonana przez pruskiego klasyka, wyodrębnił on cele ograniczone oraz nieograniczone. Uznaje, że “celem wojny powinno być pokonanie nieprzyjaciela, a środkiem do jego osiągnięcia jest walka”. Mimo że Carl von Clausewitz był niewątpliwym koryfeuszem wojny absolutnej, dostrzegał również możliwość prowadzenia wojny, której cel byłby ograniczony, wśród których wymienia m.in. “opanowanie części terytorium, co doprowadzi do zwiększenia potencjału kosztem przeciwnika”. Należy zaznaczyć, że pomiędzy celami a środkami powinna zachodzić pozytywna korelacja, „ograniczonym celom powinny w zasadzie odpowiadać ograniczone środki”. Pruski strateg skonstatował, że: “(...)cel polityczny jako pierwotny motyw wojny, będzie miarą zarówno wyniku, jaki powinien być osiągnięty przez działania wojenne jak i potrzebnych do tego wysiłków”.[24] Osiągnięcie nieograniczonego celu, jakim było “zdruzgotanie przeciwnika” miało pozwolić “na narzucenie warunków pokoju”. Tym samym, poglądy Clausewitza odgrywają istotną rolę również dzisiaj, pomimo że zniszczenie sił nie jest konieczne, to niewątpliwym celem wojny jest nadal chęć narzucenia przeciwnikowi naszej woli (vide Sun Tzu). Podobnie jak w przeszłości, tak i dzisiaj, ich celem pozostaje więc ustanowienie pokoju na nowych warunkach oraz zmuszenie przeciwnika do spełnienia woli zwycięzców. Zasadne wydaje się dokonanie dekompozycji tego pojęcia na mniejsze części składowe, wśród których należałoby wskazać maksymalizację potęgi, czy też zapewnienie bezpieczeństwa państwa. Szczególnie ten ostatni argument jest bardzo często podnoszony przez państwa podejmujące działania wojenne. Bliskość zagrożenia oraz jego realność mają usprawiedliwić atak, który ma na celu zapewnić bezpieczeństwo. Niektórzy badacze [25]  wskazują również na wzrost znaczenia państwa na scenie międzynarodowej. Na zakończenie należy stwierdzić, że bardzo często wojny przynoszą rezultaty odmienne niż cele, które zamierzano osiągnąć rozpoczynając działania wojenne.[26]

4. Preteksty, impulsy

Niewątpliwie z punktu widzenia działań wojennych kluczowe są przyczyny, z powodu których strony decydują się na ich rozpoczęcie. Niemniej jednak, „odpowiedni” pretekst niejednokrotnie odgrywał ogromną rolę w historii. Istotne są również impulsy. Znamienny jest casus z okresu bezpośrednio poprzedzającego wybuch I wojny światowej: naprzeciw siebie stanęły dwa „obozy” o przeciwnych interesach. Skrajnie odmiennym celom, podobnie jak w okresie zimnowojennym, towarzyszyła spirala zbrojeń, konfrontacja była już tylko kwestią czasu. Należy podkreślić, że w tym okresie państwa akceptowały wojnę jako środek prowadzenia polityki zagranicznej, co uległo diametralnej zmianie po tragicznych doświadczeniach dwóch wojen światowych. Przyszli adwersarze osiągnęli taki punkt, w którym po prostu nie było możliwości wycofania się. Rolę „iskry”, która podpaliła „lont” odegrało zabójstwo austriackiego arcyksięcia Ferdynanda w Sarajewie. Było to wydarzenie o tyle tragiczne, co przypadkowe. Trudno spodziewać się, że gdyby nie miało ono miejsca wojna by nie wybuchła. Konieczne byłoby jednak poszukanie innego pretekstu. Zgodnie ze stwierdzeniem Michaela Howarda, wojny nie wybuchają przez pomyłkę, ich początek nie jest rezultatem błędu, zawsze wybuchają w wyniku kalkulacji politycznych.[27] Niemniej jednak rolę impulsu dobrze podsumował Carl von Clausewitz: “W dwóch narodach i państwach może się nagromadzić takie napięcie i tyle wrogich wzajemnie czynności, że jakiś zupełnie błahy motyw wojny wywoła skutek wybiegający znacznie poza właściwy jego charakter i może spowodować prawdziwy wybuch”.[28]  

Bardzo istotne są również preteksty czyli zmyślone powody podawane w celu ukrycia właściwej przyczyny konkretnych działań. Odgrywają one jednak rolę tylko na gruncie propagandowym. Doskonałą ilustracją ich wagi jest casus przygotowań USA do wojny z Irakiem (2003 r.), w czasie których opinia publiczna poddawana była daleko idącym manipulacjom, szczególnie istotna była szeroko zakrojona kampania medialna. Stanowiła ona część szerszej akcji polityczno-dyplomatycznej, która miała przygotować grunt pod przyszłą interwencję. Rzeczywiste przyczyny zaangażowania w działania przeciwko reżimowi w Bagdadzie były zupełnie odmienne od deklarowanych, a zarazem były ukryte ze względu na fakt, że w społeczeństwie demokratycznym po prostu nie miałyby szans na akceptację. Pod wzniosłą retoryką walki z głównym ogniwem osi zła, państwem wspierającym terroryzm, posiadającym broń masowego rażenia (BMR), kryły się względy geostrategiczne, jak również interesy gospodarcze. Krótko mówiąc, należy stwierdzić, że o ile impuls może mieć rzeczywisty wpływ na wybuch konfliktu, to pretekst spełnia głównie funkcje propagandowe i ma raczej usprawiedliwić określone posunięcie w oczach opinii publicznej niż odgrywać realną rolę.[29]

5. Przygotowanie do wojny

„Kto lekceważy sprawy związane z przygotowaniem do wojny bierze na siebie odpowiedzialność za losy państwa” Sun Tzu

“Chcesz pokoju szykuj wojnę” (łac. Si vis pacem para bellum) dewiza sformułowana przez Wegecjusza to odwieczny, rzadko kwestionowany kanon sztuki wojennej, podobnie jak przywołany przeze mnie cytat z dzieła chińskiego stratega. Bardzo często jest ona jednak rozumiana opacznie. Obaj wielcy myśliciele starożytności traktowali odpowiednie przygotowanie państwa także jako sposób na zniechęcenie ewentualnego agresora przed podjęciem ataku, a więc receptę na zapewnienie pokoju. Gotowość stawienia czoła agresorowi miała zniechęcić potencjalnego napastnika, przekonać o tym, że ewentualna konfrontacja jest nieopłacalna. Tymczasem rozpowszechniona jest ich odmienna interpretacja, która traktuje czas pokoju jako „okres pomiędzy wojnami”, który należy wykorzystać na jak najlepsze przygotowanie do kolejnej konfrontacji. Tym samym należy zwrócić uwagę na odrębność przygotowań rutynowych, o których pisali wspomniani klasycy, a działań poprzedzających rozpoczęcie konkretnego konfliktu zbrojnego. W niniejszej pracy chciałbym skupić się na tym drugim zagadnieniu.[30]

Każdą wojnę poprzedza faza przygotowawcza. Jest ona kluczowa zarówno dla decydentów jak i strategów. To w niej podejmowane są działania mające na celu kompleksowe przygotowanie przyszłych działań wojennych. Od nakładów i jakości pracy włożonej w przygotowania zależy rezultat przyszłych działań jak i czas trwania przyszłej operacji, o czym dobitnie przekonały nas dwie wojny z Irakiem. Fazy przygotowawcze obu konfliktów zbrojnych staną się tematem rozważań w kolejnych rozdziałach. W tym miejscu zostaną zaprezentowane przygotowania do działań wojennych w wymiarze dyplomatycznym oraz strategiczno-wojskowym. Zarówno w przeszłości jak i współcześnie, współdziałanie na tych dwóch poziomach wydaje się nieodzowne dla starannego przygotowania działań wojennych. Kluczowe wydaje się znalezienie złotego środka, trzeciej drogi pomiędzy dominacją dowódców (vide I wojna światowa nazywana „wojną generałów”) a politycznym kierowaniem działaniami operacji wojskowych (vide wojna w Wietnamie). W obu przypadkach doprowadziło to do odmiennych od zamierzonych skutków. Współcześnie konieczne jest również uwzględnienie aspektu prawno-międzynarodowego, czy też stanowiska opinii publicznej. Decyzja o siłowym rozwiązaniu kryzysu czy też konfliktu nie jest łatwa, a ponadto implikuje konieczność odpowiedzi na kolejne pytanie co do sposobu jej użycia. Pierwsze ogranicza KNZ, drugie prawo humanitarne.[31]

5.1. Aspekt dyplomatyczny

“Wojna jest czynem politycznym”. Zarówno decyzja, jak i określenie celów strategicznych przyszłych działań wojennych, należy do przywódców państw. To oni wysyłają impuls, który wprawia w ruch działania planistyczne. Należy w tym miejscu podkreślić, że rola dyplomatów nie rozpoczyna się w chwili podjęcia decyzji o rozpoczęciu działań wojennych. Okres bezpośrednio poprzedzający wybuch I wojny światowej uświadomił dobitnie jak ważną rolę odgrywa dyplomacja. Intensywne działania “tajnej dyplomacji”, w których W. Wilson widział jedną z głównych przyczyn wybuchu I wojny światowej, doprowadziły do powstania w Europie dwóch przeciwstawnych bloków państw, a nadmierne usztywnienie systemu sojuszy w połączeniu z intensywnymi zbrojeniami doprowadziło do wybuchu I wojny światowej.[32]

Decyzja polityczna o rozpoczęciu działań wojennych zapada w zaciszu gabinetów (niekoniecznie od razu musi zostać ogłoszona publicznie, raczej wręcz przeciwnie). Rozpoczyna ona działania na rzecz uzyskania poparcia dla przyszłych działań wojennych ze strony innych państw. Negocjacje te z reguły są prowadzone w tajemnicy. Ich celem jest nie tylko uzyskanie werbalnego poparcia dla naszych poczynań (mimo tego powszechna akceptacja działań również odgrywa istotną rolę), ale przede wszystkim uzyskanie wsparcia podczas działań wojennych. Jak pokazała II wojna USA z Irakiem podejmowane są działania, które mają na celu zaprezentowanie poczynań jako zasadnych oraz zgodnych z prawem międzynarodowym. Obie wojny z Irakiem pokazały, że nawet USA dysponujące potencjałem, który pozwalał na odniesienie samodzielnego zwycięstwa, starały się uzyskać możliwie jak najszersze poparcie społeczności międzynarodowej. W przypadku pierwszej, zakończyło się to sukcesem, natomiast druga przyniosła skutek odwrotny - dzieląc społeczność międzynarodową na dwie przeciwstawne grupy: zwolenników i przeciwników wojny.[33]

Przechodząc do meritum, w obecnych czasach ośrodki władzy w państwach demokratycznych muszą wykonać „ogromną pracę”, której celem jest przekonanie opinii publicznej zarówno w kraju jak i zagranicą, że działania wojenne na które się decydują są zgodne z prawem międzynarodowym. W chwili obecnej po prostu nie ma odpowiedniego klimatu do podejmowania działań wojennych. Współczesne prawo międzynarodowe, którego istnienia właściwie nikt nie neguje, zakazuje wojny agresywnej. Do przeszłości odeszły czasy, w których ius ad bellum obok ius legationis i ius tractatuum było wymienione jako jeden z atrybutów suwerennego państwa. Gdy podejmowane kroki są zgodne z prawem międzynarodowym wymaga to mniej wysiłku ze strony dyplomacji, co nie oznacza, że wówczas są one akceptowane a priori (vide I wojna z Irakiem). Inna sytuacja ma miejsce gdy prawdziwe przyczyny wojny są ukrywane, gdyż prawdopodobnie nie zostałyby powszechnie zaakceptowane. Kluczowe staje się wówczas „omamienie” opinii publicznej poprzez świadome uproszczenie rzeczywistości, przedstawienie świata w czarno-białych barwach, czego świadkami byliśmy w przypadku II wojny z Irakiem. Manichejski obraz rzeczywistości sprzyja budowaniu odpowiedniego wizerunku własnego i przeciwnika, w opozycji dobry-zły. Realizacji tego zadania służy demonizowanie zagrożenia, które de facto nie istnieje obiektywnie, stanowi natomiast konstrukcję, która ma przekonać o jego bliskości
i realności. Na marginesie należy wspomnieć, że ogromne znaczenie przypada w udziale mediom, które odgrywają pierwszoplanową rolę w kreowaniu rzeczywistości, co sprawia, że tym narzędziem bardzo chętnie posługują się politycy. Stopień wykorzystania mediów jest różny a zależności od sytuacji. Przykład dwóch wojen z Irakiem dobitnie wskazał, że kryterium słuszności (czy też legalności) wojny nie musi być jedynym, a już na pewno nie głównym czynnikiem, który przesądza o ich postawie. Potencjalny wróg zostaje podniesiony do miana państwa zbójeckiego, jego rząd jest porównywany do najbardziej zbrodniczych reżimów w historii, natomiast brak zdecydowanych działań ze strony społeczności międzynarodowej otrzymuje miano „drugiego Monachium”. „Lekcja Monachium” powoduje, że państwa podejmują działania uprzedzając, są przekonane, że potrafią przewidzieć zbliżające się zagrożenie. Poprzez świadome uproszczenia rzeczywistości międzynarodowej decydenci starają się uzyskać zamierzony cel, którym jest akceptacja decyzji zarówno na gruncie państwowym jak i międzynarodowym. Jeśli chodzi o poszczególne państwa, to rządzący zabiegają o przyjęcie odpowiednich dokumentów przez parlamenty, które m.in. sankcjonują zwiększone wydatki wojskowe, udzielają zgody na użycie sił zbrojnych za granicą.[34]

Kolejnym aspektem jest uzyskanie legitymizacji poczynań ze strony społeczności międzynarodowej, ze względu na fakt, że w chwili obecnej jedynie Rada Bezpieczeństwa NZ (w sytuacjach innych niż samoobrona indywidualna i zbiorowa) może sankcjonować zastosowanie wojskowych środków przymusu.[35] Sposób podejmowania decyzji przez Radę Bezpieczeństwa (poparcie 9 z 15 członków oraz brak sprzeciwu któregokolwiek spośród pięciu stałych członków) powoduje, że doprowadzenie do przyjęcia odpowiedniego dokumentu nie jest zadaniem łatwym. Państwa żądają przedstawienia dowodów, które mają potwierdzać realność istniejącego zagrożenia. Zadanie jest łatwiejsze gdy rezolucja ma stanowić odpowiedź na jawne pogwałcenie zasad zawartych w KNZ np. agresji na państwo sąsiednie. O tym, że państwa nawet wówczas są niechętne podejmowaniu działań zbrojnych świadczą długotrwałe przygotowania do I wojny z Irakiem (1991 r.). Początkowo liczono, że problem da się rozwiązać za pomocą innych środków, decyzję o autoryzującji użycia siły poprzedziło przyjęcie 11 rezolucji, sankcje pozamilitarne miały wywrzeć presję na Irak i doprowadzić do osiągnięcia celu bez prowadzenie działań wojennych. Problem staje się tym bardziej poważny gdy „twarde” dowody nie istnieją, wówczas państwa optujące za działaniami zbrojnymi muszą przedstawić odpowiednie preteksty, które przekonają pozostałych o tym, że prezentowane przez nich zagrożenie rzeczywiście istnieje. Starania mogą doprowadzić do uzyskania autoryzacji dla użycia siły zbrojnej lub też mogą zakończyć się niepowodzeniem. W obliczu fiaska starań o otrzymanie takowej legitymizacji należy brać pod uwagę dwa scenariusze rozwoju wydarzeń. Pierwszy to porzucenie zamiaru przeprowadzenia akcji militarnej, drugi to działanie na własną rękę, z użyciem metod unilateralnych. W przypadku wyboru drugiej opcji można wskazać zarówno zwolenników jak i przeciwników działań jednostronnych, co prowadzi do rozłamu w ramach społeczności międzynarodowej.[36]

Obecne konflikty zbrojne z udziałem państw Zachodu charakteryzują się działaniem sił zbrojnych w ramach powszechnych, ale też stosunkowo wąskich koalicji, złożonych z jednostek, pochodzących z różnych państw. Tradycja ich tworzenia w okresie pozimnowojennym sięga operacji Desert Storm, w której w ramach międzynarodowych sił dowodzonych przez amerykańskiego generała Normana Schwarzkopfa walczyło ponad trzydzieści państw. Należy zwrócić uwagę, że formowanie koalicji wymaga wielu zabiegów dyplomatycznych, zarówno bilateralnych jak i multilateralnych, co niejednokrotnie nie przynosi zamierzonych rezultatów a czasem kończy się zupełnym fiaskiem. W tym kontekście pojawia się pytanie: po co państwa podejmują wysiłki, które mają stosunkowo niewielki wpływ na rozmiar posiadanych sił zbrojnych, a co za tym idzie nie odgrywają kluczowej roli dla powodzenia operacji? Niemniej jednak, dla państwa ponoszącego główny wysiłek wojenny najważniejsze jest zaprezentowanie społeczności międzynarodowej, że nie jest ono osamotnione, że ma wiernych sojuszników, którzy stoją przy nim, trwają i podzielają jego system wartości. Było to widoczne w przypadku dwóch wojen z Irakiem. Państwa, które przyłączają się do potężniejszych sojuszników kierują się bardzo różnymi pobudkami, warto w tym miejscu zwrócić przede wszystkim uwagę na teorię bandwagoning, zgodnie z którą państwa słabsze kierują się chęcią zapewnienia sobie indywidualnych korzyści.[37]

5.2. Aspekt strategiczny

Jak stwierdza prof. R. Kuźniar, za sprawą wojen napoleońskich przygotowania do wojen wkroczyły w nową erę, od tego czasu sprawy te stały się niemal wyłączną domeną zawodowców. Warto wskazać na kluczową w tym kontekście rolę Prus. Na uwagę zasługują nie tylko poglądy Carla von Clausewitza, ale również nadzwyczaj celne uwagi marszałka Helmutha von Moltke. Strategię postrzegał on jako służebną wobec działań zbrojnych (wojny), odpowiadała ona za mobilizację, przygotowanie środków jak również planu, który pozwoliłby na realizację celów politycznych. Niemniej jednak aż do I wojny światowej, jak stwierdza prof. Huzarski, rozumiano je w sposób węższy aniżeli współcześnie. Konstatuje on, że od tego czasu “planowanie wojenne przestało być domeną wyłącznie kół wojskowych, stało się coraz bardziej przedmiotem zainteresowania organów rządowych”. Współcześnie można wyodrębnić kilka etapów w ramach przygotowań strategicznych. Rozpoczyna je określenie celu politycznego (o czym powyżej) oraz sposobu jego realizacji. Warto odwołać się w tym kontekście do słów C. von Clausewitza: „Nie rozpoczynamy wojny lub rozsądniej nie powinniśmy jej zaczynać bez postawienia sobie pytania sobie pytania, co chcemy przez nią, a co podczas niej osiągnąć”. Dopiero wówczas do głosu dochodzą stratedzy. Ich zadaniem jest opracowanie planu działań operacyjnych. W przededniu I wojny światowej podejmowano natomiast działania, które świadczyły o tym, że słowa Clausewitza zostały zapomniane, również w Niemczech, gdzie ciągle deklarowano przywiązanie do jego koncepcji. B. Heuser stwierdza, że przygotowywane plany działań wojennych nie uwzględniały celów politycznych, skupiały się tylko na celach wojskowych. Podczas gdy istotę planu działań wojennych Clausewitz widział w następujący sposób: „Plan wojny ujmuje cały akt wojny w jedną całość, przezeń wojna staje się jednym działaniem, które musi mieć jeden ostateczny cel, w którym zbiegają się wszystkie pozostałe cele”.[38]

Jak już wspomniałem, w chwili podjęcia decyzji politycznej dotyczącej przyszłej wojny rozpoczynają się przygotowania do przeprowadzenia akcji zbrojnej. Należy pamiętać, że niemal równocześnie z nimi prowadzone są działania na gruncie dyplomatycznym. Jak stwierdził emerytowany gen. Tommy Franks - na dowódcach wojskowych spoczywa ogromna odpowiedzialność, przedstawiają oni określone koncepcje dotyczące przyszłego zaangażowania sił zbrojnych. Ponadto, założenia te są poddawane weryfikacji przez aparat wykonawczy władz państwowych, który decyduje o zatwierdzeniu bądź jego braku w stosunku do określonego planu. Stąd też głównym zadaniem dowódcy staje się nie samo proponowanie określonych działań, a podjęcie wysiłków aby zostały one zaakceptowane. Cywilna kontrola nad armią w chwili obecnej w państwach demokratycznych jest traktowana jako oczywistość, niemniej jednak, czasami ma miejsce sytuacja, w której politycy bardzo mocno ingerują w sferę planowania strategicznego. Określenie celów politycznych, jak również wstępnego zarysu przyszłej kampanii leży jednak w kompetencji polityków. Wszystko jest w porządku dopóki zachowane są odpowiednie proporcje właściwe państwom demokratycznym, nie zostaje przekroczona niebezpieczna granica, w której profesjonalne planowanie zostaje zastąpione przez chęć zaspokojenia ambicji decydentów. System prawny danego państwa określa zasady użycia sił zbrojnych za granicą; władzy wykonawczej przypada w udziale cywilna kontrola nad armią, natomiast w kompetencji dowódców leży dowodzenie siłami zbrojnymi. Niemniej, dialog pomiędzy poziomem politycznym i wojskowym, stały kontakt i konsultacje pomiędzy nimi stają się conditio sine qua non powodzenia przyszłej operacji. Dzięki nim dowódcy otrzymują wytyczne, którymi kierują się przy konstruowaniu planu przyszłych działań wojennych. Najważniejsze jest osiągnięcie zwycięstwa jak najszybciej oraz przy użyciu jak najmniejszych sił oraz kosztów. Przygotowania do I wojny światowej pokazały, że brak jakiejkolwiek ingerencji nie jest korzystny dla przyszłych działań wojennych, gdyż z pola widzenia znika cel polityczny.[39]

Przyszły plan działań wojennych wymaga od strategów precyzji oraz długich godzin analiz, pozwalających na przygotowanie dokumentu kompletnego. Powinien on uwzględniać specyficzny charakter przeciwnika, być rezultatem analizy jego potencjału i zdolności bojowych. Kluczowa jest wiedza dotycząca przyszłego adwersarza, m.in. informacje dotyczące terminu corocznych ćwiczeń wojskowych, gdyż w tym okresie siły zbrojne mają większą gotowość bojową. Stratedzy muszą zastanowić się zarówno nad ilością jednostek, które mają zostać zaangażowane w konflikt, kwestią transportu strategicznego, jak i czasem, który będzie potrzebny do rozmieszczenia jednostek w teatrze działań. W tym kontekście nie wolno zapomnieć o mobilizacji, która zostaje ogłoszona przez władzę wykonawczą. Warto w tym miejscu przywołać poglądy gen. N. Schwarzkopfa, który doceniał jej ogromną wagę. Uważał, że odgrywa ona podwójną rolę, z jednej strony jest to sposób na zwiększenie liczebności będących do dyspozycji żołnierzy, z drugiej odbierał ją jako “sygnał dla obywateli, że Stany Zjednoczone mają ważne zadanie do wykonania”. Dowódca CENTCOM-u traktował ją więc również jako prośbę o poparcie decyzji władzy wykonawczej skierowaną do Amerykanów.[40]

Istotne jest uwzględnienie kilku wariantów przyszłych działań, zarówno w warunkach wsparcia ze strony szerokiej koalicji państw jak również bez niego (działania unilateralne). Również wskazanie „punktów ciężkości przeciwnika”, które staną się głównymi celami ataków jest niezwykle ważne. Plany operacyjne regulują też problemy dotyczące systemu dowodzenia, zawierają informacje dotyczące stanowisk dowodzenia w teatrze działań. Wielu strategów zapomina, że kompletny plan powinien uwzględniać również czas po zakończeniu gorącej fazy konfliktu. Okres ten jest niejednokrotnie dłuższy niż działania wojenne, obejmuje m.in. rekonstrukcję instytucji państwowych. Propozycje przedstawione przez dowódców i zaakceptowane przez cywilne kierownictwo są przekuwane na konkretny plan działania, który zostaje następnie zaakceptowany przez władzę wykonawczą. Jeśli określony plan na szczeblu centralnym zostaje zatwierdzony do realizacji, dowódcy niższego szczebla są odpowiedzialni za przygotowanie planów operacyjnych dla podległych im jednostek. Do przyjętego planu dostosowywane są odpowiednie programy szkolenia jednostek wojskowych.[41]

Aprobata odpowiedniego planu stanowi dopiero początek drogi. Kolejnym etapem jest uzyskanie zgody parlamentu na wysłanie żołnierzy za granicę. W tym miejscu należy podkreślić, że zdecydowana większość konfliktów zbrojnych nie spełnia wymogu prawnego (nie są to wypowiedziane wojny), niemniej jednak w dalszym ciągu w kompetencji parlamentu spoczywa dysponowanie środkami budżetowymi oraz decydowanie o wysłaniu wojsk za granicę. W momencie gdy władza ustawodawcza wyraża zgodę na podjęcie przez państwo wyżej wymienionych działań, decydenci mogą przejść do kolejnej fazy przygotowań, którą jest zapewnienie odpowiedniej bazy logistycznej dla przyszłych działań wojennych; zostaje wówczas rozbudowane zaplecze dla przyszłych działań w regionie. Wymaga to oczywiście podjęcia działań, dzięki którym w momencie gdy zapadnie decyzja o rozpoczęciu operacji wojennej, część sił znajduje się już na miejscu. Bardzo istotny jest również fakt, że rozbudowa potencjału w regionie uwiarygodnia groźbę ataku militarnego, co również zwiększa szansę na rozwiązanie kryzysu za pomocą środków dyplomatycznych.[42]

Dla prowadzenia wojen ekspedycyjnych, niezbędna jest ponadto zgoda na rozlokowanie swoich sił z dala od terytorium własnego państwa. W tym celu konieczne są działania dyplomatyczne, dzięki którym możliwe jest uzyskanie zgody państw położonych w pobliżu przyszłego teatru działań na rozmieszczenie na ich terytorium obcych żołnierzy i instalacji wojskowych. Państwo zamierzające podjąć działania wojenne musi być obecne w regionie, a zarazem zadbać o to aby zwiększające się jego siły w tym miejscu nie zostały odebrane jako zagrożenie a nawet akt wrogi wobec przyszłego przeciwnika. Jest to istotne, ponieważ przedwczesny konflikt mógłby zniweczyć cały wysiłek dowódców, którzy pracowali długo nad przygotowaniem planu działań wojennych. Kluczowe, więc wydaje się znalezienie właściwego pretekstu, który mógłby tłumaczyć narastanie masy krytycznej w regionie. Niemniej jednak, dobry plan powinien zakładać również wariant, zgodnie z którym działania wojenne będą musiały rozpocząć się gdy jednostki nie zostaną jeszcze w całości rozwinięte. Warto zastanowić się czy postęp, jaki dokonanł się niewątpliwie w zakresie technologii wojskowej oraz logistyki, umożliwia rozpoczęcie większego konfliktu zbrojnego bez czasochłonnych przygotowań. Odpowiedź na tak sformułowane pytanie jest negatywna - rozmach w przygotowaniach jest bardzo istotny, ponieważ pozwala na osiągnięcie przewagi.[43] Po raz kolejny pozwolę sobie przytoczyć słowa Clausewitza, który stwierdził, że: “Przekonanie o tym, że przewaga liczebna pozwala zmusić wroga do realizacji celu wywiera ogromny wpływ na przygotowania wojenne”.[44] Odgrywa ona co najmniej podwójną rolę: z jednej strony zgromadzone siły mają zostać wykorzystane w działaniach ofensywnych (dzięki przewadze rodzi się szansa na szybkie rozstrzygnięcie konfliktu). Clausewitz uważał ją za ideę podstawową, sugerował, że należy “dążyć do niej wedle możności zawsze i przede wszystkim”. Z drugiej strony, zgromadzenie odpowiedniego potencjału może działać na przeciwnika odstraszająco. Demonstracja siły może pozwolić na osiągnięcie zwycięstwa bez rozpoczynania działań wojennych. W tym kontekście pojawia się kolejny, nie mniej istotny aspekt, który pozwala na osiągnięcie przewagi w konflikcie zbrojnym - zaskoczenie. Ze względu na swoją specyfikę, wojny ekspedycyjne ograniczają znaczenie czynnika zaskoczenia, które staje się trudne do osiągnięcia. O wartości samej w sobie jaką jest zaskoczenie przeciwnika pisali m. in. C. von Clausewitz jak również Edward Luttwak. Jak stwierdził Clausewitz “zaskoczyć może tylko ten, kto innemu narzuca swoją inicjatywę”. Druga strona w takiej sytuacji nie jest gotowa do natychmiastowej reakcji, a z całą pewnością nie jest w stanie w krótkim czasie zmobilizować wszystkich swoich sił. Pruski klasyk stwierdza, że zaskoczenie wnosi “zamieszanie i upadek ducha u przeciwnika”, dodatkowo konstatuje, że można wskazać wiele przykładów “jak bardzo stan taki zwiększa powodzenie”. Jednocześnie zwraca uwagę, że osiągnięcie zaskoczenia w przypadku długotrwałych przygotowań wojennych jest bardzo trudne. Niemniej jednak za cenę zaskoczenia zapada decyzja, która jest ryzykowna i rodzi konieczność osłabienia potencjału swoich sił ofensywnych. Należy dokonać wyboru, który scenariusz w danej sytuacji staje się bardziej opłacalny. Tym bardziej, że podobnie jak kiedyś tak i teraz, osiągnięcie efektu zaskoczenia wydaje się bardzo trudne. Interesującym pomysłem na jego osiągniecie była zastosowana przez Amerykanów podczas operacji Iraqi Freedom strategia tzw. „toczącego startu” (ang. running start).[45] Innym równie zaskakującym aspektem był fakt, że podczas gdy wszyscy spodziewali się, że akcja rozpocznie się fazą nalotów, po której dopiero po pewnym czasie nastąpi atak sił lądowych - atak zaplanowany został zupełnie inaczej. Można wywnioskować, że zmiana planu może wywołać pożądany efekt w postaci zaskoczenia drugiej strony.[46] 

Warto podkreślić, że etap przygotowań do wojny charakteryzuje również podniesiona gotowość bojowa jednostek, które mają wziąć udział w rozwinięciu wojskowym. Wraz z wkraczaniem przygotowań w bardziej zaawansowany etap, w rejon teatru działań przybywają kolejne jednostki, które mają wziąć udział w działaniach bojowych. Czas, który pozostaje do rozpoczęcia konfliktu jest wykorzystywany na dodatkowe szkolenie jednostek wojskowych. W przypadku wojen ekspedycyjnych, działania te zazwyczaj podejmowane są w rejonie, który stanie się w niedalekiej przyszłości areną działań wojennych. Jednostki mogą wówczas zapoznać się z warunkami terenowymi oraz klimatycznymi, w których przyjdzie im toczyć działania wojenne. Teoretycznie możemy stwierdzić, że dopóki nie rozpocznie się gorąca faza konfliktu można zapobiec jego wybuchowi. Niemniej jednak, gdy strony osiągają określony poziom przygotowania i gotowości bojowej (moment krytyczny) - wątpliwości czy wybuchnie wojna zostają zastąpione przez pytanie kiedy to się wydarzy. Zostaje osiągnięty moment, w którym przygotowania stają się nieodwracalne. Wynika to z faktu, że koszty dotychczasowych działań były bardzo wysokie a dalsze zwlekanie powoduje ich zwiększenie. Chodzi nie tylko o rolę, jaką odgrywają środki finansowe, ale również spadające poparcie opinii publicznej dla przyszłych działań wojennych, które ma negatywny wpływ na poparcie społeczeństwa wobec urzędujących władz. De facto czas upływa pod znakiem oczekiwania na decyzję władzy wykonawczej, która rozpocznie działania wojenne. Niemniej jednak dyplomaci nawet wówczas nie rezygnują ze swoich zapewnień, że obserwowane poczynania są tylko i wyłącznie spowodowane koniecznością posiadania alternatywnego rozwiązania problemu na wypadek gdyby środki pokojowe zawiodły.[47] 

Podsumowanie

W niniejszej pracy zostały zaprezentowane fazy przygotowawcze konfliktów zbrojnych, zarówno w aspekcie dyplomatycznym jak i strategicznym. Poprzedziła je prezentacja źródeł, przyczyn, celów oraz pretekstów konfliktów zbrojnych. Celem niniejszego opracowania było uporządkowanie podstawowych zagadnień związanych z przygotowaniami do prowadzenia konfiktów zbrojnych. Przedstawiona przeze mnie typologia z całą pewnością nie jest wyczerpująca, niemniej jednak pozwala na usystematyzowanie podstawowej wiedzy na temat zagadnień niezbędnych dla zrozumienia przyczyn wybuchu konfliktów zbrojnych. Pomimo że powyższe zagadnienia zostały zaprezentowane w pracy, pozwolę sobie w tym miejscu raz jeszcze przedstawić kluczowe wnioski płynące z dotychczasowych rozważań. Po pierwsze, chciałbym podkreślić odrębność zastosowanych przeze mnie pojęć, tj. źródeł, przyczn oraz impulsów współczesnych konfliktów zbrojnych. Po drugie, należy zaakcentować istniejący nierozerwalny związek pomiędzy przyczynami oraz celami konfliktów zbrojnych. Po trzecie, trudno nie zgodzić się z B. Brodie, który uważał, że stworzenie całościowej teorii przyczyn wojen jest po prostu niemożliwe ze względu na fakt, że wojna nie jest zjawiskiem ze swej natury eklektycznym i całościowym. Ponadto dotychczasowe rozważania wskazują, że fazy przygotowawcze, które staną się przedmiotem dalszej części pracy, odgrywają ogromną rolę dla przyszłych działań ofensywnych. W tej pracy starałem się położyć główny nacisk na kształt tego etapu konfliktów dla wojen ekspedycyjnych, które charakteryzuje ogromny potencjał jednej ze stron konfliktu, naprzeciw którego staje państwo o wiele słabsze. Jak stwierdził R. Kagan, posiadanie ogromnego potencjału implikuje niejako większą aktywność, która wynika z pewności siebie, przekonania o własnej sile. Znamienne są jego słowa, które oddają sens postawy USA w przypadku II wojny z Irakiem (2003 r.): „Jeśli ktoś ma młotek świat zaczyna wyglądać jak gwóźdź”. Świadomość własnej potęgi sprawia, że podjęcie decyzji o zaangażowaniu w konflikt zbrojny staje się łatwiejsze, sytuacja taka rodzi jednak niebezpieczeństwo zignorowania aspektu strategicznego, które prowadzi do “tragicznych konsekwencji.[48]


  • [1] K. Waltz, Man, the state and war a theoretical analysis, Columbia University Press, New York 1959, s. 1-4; R. Aron, Wojna i Pokój między narodami, Centrum im. Adama Smitha, Warszawa 1995, s. 11-20.
  • [2] K. Waltz, Man..., s. 1-4; J. Nye, Konflikty międzynarodowe. Wprowadzenie do historii i teorii, Wydawnictwa Akademickie i Profesjonalne, Warszawa 2009; s. 63-5; R. Kuźniar, Polityka i siła, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 2005, s. 9-19.
  • [3] Słownik języka polskiego PWN, sjp.pwn.pl.
  • [4] Dane w oparciu o roczniki SIPRI, poszczególne roczniki podają m. in. 58 czy też 62 konflikty, dane są zróżnicowane ze względu na zmieniające się kryteria uznawania danego konfliktu za większy konflikt zbrojny.
  • [5] Chodzi o warunki prawne, strukturalne, funkcjonalne oraz ekonomiczne.
  • [6] SIPRI 2002, 2004, 2008, 2009 , Oxford University Press; C. Gray, What is war? [w:] , A. J. Bellamy( red.) War critical concepts in political science, Routledge, London, New York 2009, s. 36; B. Balcerowicz, Siły zbrojne w państwie i stosunkach międzynarodowych, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 2006’ s. 110-7; B. Balcerowicz, Czym jest współczesna wojna?, http://www.pl.ism.uw.edu.pl/images/stories/Publikacje/ebiblioteka/balcer..., s. 5-11; R. Kuźniar, Dziś i jutro studiów strategicznych [w:] E. Haliżak, R. Kuźniar, G. Michałowska, St. Parzymies, J. Symonides (red.), Stosunki międzynarodowe w XXI wieku. Księga jubileuszowa z okazji 30-lecia Instytutu Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 2006, s. 218-23; R. Sanchez, Mądrzejszy w boju, Wydawnictwo Adam Marszałek, Warszawa 2010, s. 572-4.
  • [7] Podział został zastosowany równiez przez Josepha Nye w książce Konflikty międzynardowe...
  • [8] K. Waltz, Man..., s. 42-5; J. Nye, Konflikty., s. 65-7.
  • [9] A. Polak, Tożsamość metodologiczna polemologii, Kwartalnik Bellony Nr 1/2010 (660), s. 201-3; Akt Konstytucyjny ONZ ds. oświaty, nauki i kultury, http://www.unesco.pl/fileadmin/user_upload/teksty/Akt_Konstyt.do; J. Nye, Konflikty…, s. 16, 65; K. Waltz, Man..., s. 16; J.Borgosz, Drogi i bezdroża filozofii pokoju (od Homera do Jana Pawła II), Ministerstwo Obrony Narodowej, Warszawa 1989, s. 52, 86; D. Barsash, Ch. Webel, Peace and conflicts studies, Sage Publications, Los Angeles, London, New Delhi Singapore 2009, s. 96-120.
  • [10] B. Balcerowicz, Pokój i nie-pokó na progu XXI wieku, Dom Wydawniczy Bellona, Warszawa 2002, s. 20; K. Waltz, Man…, s. 157, 255; R. Kagan, Potęga i raj: Ameryka i Europa w nowym porządku świata, Studio Emka, Warszawa 2003, s. 10-17; A. Polak, Wojna jako wyzwanie dla badacza, Kwartalnik Bellony Nr 2/2010 (661), s. 58-66.
  • [11] K. Waltz, Man..., s. 159, 237-8; R. Kagan, Potęga.., s. 69; J. Zając, Teoretyczne aspekty konfliktów międzynarodwych [w:], E. Haliżak, R. Kuźniar, G. Michałowska, St. Parzymies, J. Symonides (red.), Stosunki..., s. 1024; J. Nye, Konflikty., s. 23-5, 68-70; K. Waltz, The third image, International conflict and international anarchy [w:] A. J. Bellamy( red.) op. cit., s. 151-2.
  • [12] K. Waltz, Man… s. 238; M. Griffiths, International relations:the key concepts, Rotledge, London, New York 2008, s. 326-7; J. Nye, Konflikty..., s. 65
  • [13] Podział zaproponowany przez Nye jest w dużej mierze zbieżny z zastosowanym w niniejszej pracy podziałem na źródła, przyczyny i preteksty konfliktów zbrojnych
  • [14] K. Waltz, Man..., s. 238; M. Griffiths, International...., s. 326-7; J. Nye, op. cit., s. 30-50; J. Zając, Teoretyczne..., s. 1023-7; M.Huzarski, O polemologii, Kwartalnik Bellony Nr 2/2010 (661), s. 50-8.
  • [15] W tym kontekście warto wskazać również na terytoria o szczególnym znaczeniu dla gospodarki danego państwa, dobrym przykładem były złoża Ar Rumajla w przypadku konfliktu iracko-kuwejckiego w roku 1990.
  • [16] M. Howard, Causes of wars [w:], A. J. Bellamy ( red.) War critical concepts in political science, London, New York 2009, s. 249, 252; J. A. Vasquez, What do we know about war?, Lanhman 2000, s. 336-9; K. Kubiak, Wojny, konflikty zbrojne i punkty zapalne na świecie. Informator 2007, Wydawnictwo TRIO, Warszawa 2007, s. 15.
  • [17] D.Barsash, Ch. Webel, Peace..., s. 157-8, 162; J. Zając, Teoretyczne..., s. 1025; M. Griffiths, International.., s. 326-7.
  • [18] M. Howard, Causes..., s. 251-2.
  • [19] J. Borgosz, Drogi..., s. 76-82; J. Zając, Teoretyczne..., s. 1025.
  • [20] S. Huntington, Zderzenie cywilizacj i nowy kształt ładu światowegoi, Warszawskie Wydawnictwo Literackie Muza, Warszawa 2005, s. 20-2, 45.
  • [21] M. Howard, Causes. s. 255; J. Zając, Teoretyczne..., s. 1027; P. Ostaszewski (red.), Konflikty kolonialne i postkolonialne w Afryce i w Azji 1869-2006, Warszawa 2006, s. 12.
  • [22] M. Griffiths, International..., s. 326-7; J. Borgosz, Drogi…, s. 229.
  • [23] B. Balcerowicz, Pokój ..., s. 18-25; C. Von Clausewitz, O wojnie, Wydawnictwo Mireki, Kraków 2007, s. 468-70.
  • [24] C. Clausewitz, O wojnie..., s. 21-2, 457, 464.
  • [25] M. in. Duroselle i Kukułka.
  • [26] R. Zięba, Cele polityki zagranicznej państwa [w:], R. Zięba( red.), Wstęp do teorii polityki zagranicznej państwa, Toruń 2004; J. Nye, Konflikty..., s. 70-2, 85; B. Heuser, Czytając Clausewitza, Polski Instytut Spraw Międzynarodowych, Polski Instytut Spraw Międzynarodowych, Warszawa 2008, s. 273; B. Balcerowicz, Siły..., s. 112-33.
  • [27] H. Kissinger, Dyplomacja, Philip Wilson, Warszawa 1996, s.222; M. Howard, Causes..., s. 249-50.
  • [28] C. Clausewitz, O wojnie..., s. 22.
  • [29] A. Towpik, Polityczno-militarne aspekty operacji „ Iracka Wolność” [w:], M. Krauze (red.), Operacja "Iracka Wolność" : materiały z konferencji naukowej zorganizowanej z inicjatywy i pod patronatem Ministra Obrony Narodowej, Akademia Obrony Narodowej, Warszawa 2003, s. 14; R. Kuźniar, Dziś..., s. 239.
  • [30] Sun Tzu Sztuka wojny, http://comma.dt.pl/e-books/BingFa/Screen/SCREEN.pdf, s. 9-16; B. Balecrowicz, Pokój...s. 16-25.
  • [31] R. Kuźniar, Dziś ..., s. 232.
  • [32] H. Dobrzycki, Historia Stosunków Międzynarodowych 1815-1945, Wydawnictwo Naukowe Scholar, Warszawa 2004, s. 200-3.
  • [33] Karta Narodów Zjednoczonych http://www.unic.un.org.pl/dokumenty/karta_onz.php;
  • [34] R. Bierzanek, J. Symonides, op. cit., s. 379-85; M. Howard, op. cit., s. 255. J. Czaputowicz, Teorie stosunków międzynarodowych. Krytyka i systematyzacja, Wyydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2007, s. 295-7; M. Griffiths, op. cit., s. 326-7; M. Howard, op. cit. s. 251; J. Nye, op. cit., s. 82-5.
  • [35] Art. 107 “Nic w niniejszej Karcie nie może unieważniać lub wykluczać akcji w stosunku do któregokolwiek państwa, które w ciągu Drugiej Wojny Światowej było nieprzyjacielem któregokolwiek z sygnatariuszy niniejszej Karty, jeżeli państwa odpowiedzialne za taką akcję, podjęły ją lub usankcjonowały jako następstwo tej wojny”.
  • [36] S. Tanner, Wojny Bushów: ojciec i syn jako zwierzchnicy sił zbrojnych, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2007, s. 88, 239; W. Czarnecki, Cele strategiczne Iraku w operacji „Iracka wolność”- próba rekonstrukcji ”( w:), M. Krauze(red.) op. cit., s. 23.
  • [37] Zb. Brzeziński, Druga szansa, Świat Książki, Warszawa 2008, s. 115-22; W. Czarnecki, op. cit., s. 23; J. Czaputowicz, op. cit., s. 194-5.
  • [38] B. Heuser, op cit., s. 104; R. Kuźniar, Polityka... , s. 57-8;C. Clausewitz, op. cit., s. 441; M. Jędrzejewski, K. Trojan, O planowaniu operacyjnym, Kwartalnik Bellona. 90 lat Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, Warszawa 2008, s. 50-52.
  • [39] J. Gotowała, „Iraqi Freedom”- Pustynna Szachownica( w:), M. Krauze(red.),op. cit., s. 145; R. Smith, Przydatność siły militarnej, sztuka wojenna we współczesnym świecie, Polski Instytut Spraw Międzynarodowych, Warszawa 2010, s. 372; R. Sanchez, op. cit., s. 207-216.
  • [40] N. Schwarzkopf, Nie trzeba bohatera. Autobiografia, Wydawnictwo Ryton, Warszawa 1993, s. 337-8, 351.
  • [41] T. Franks, American Soldier, Regan Books, New York 2004, s. 330-7, 350-2; R. Sanchez, op. cit., s. 207-8, 350-2; N. Schwarzkopf, op. cit. s. 330-2; International military and defense encyclopedia, volume 5, Brassey’s, Washington 1993, s. 2152-3.
  • [42] T. Franks, op. cit., s. 342-4, 363; N. Schwarzkopf, op. cit., s. 333.
  • [43] T. Franks, op. cit., s. 342-8.
  • [44] C. Clausewitz, op. cit., s.145.
  • [45] Działania wojenne rozpoczęto przed przybyciem wszystkich jednostek, które miały wziąć udział w operacji, kolejne przybywające jednostki po otrzymaniu niezbędnego wyposażenia były ierowane bezpośrednio do walki:
  • [46] T. Franks, op. cit., s. 348; E. Pietrzyk, Przygotowanie i użycie wojsk lądowych w operacji. Współdziałanie z innymi komponentami, (w:) M. Krauze(red.) op. cit., s. 69; R. Sanchez, op. cit., s.225-6; C. Clausewitz, op. cit., s. 14, 146-8.
  • [47] N. Schwarzkopf, op. cit., s. 420; T. Franks, op. cit., s. 350-5; St. Tanner, op. cit., s. 82-3; R. Sanchez, op. cit., s. 223.
  • [48] R. Kuźniar, Dziś..., s. 240;, S. van Evra, Ofense, Defense, and the causes of war (w:) M. Brown (red.), The theories of war and peace, Cambridge 1998, s. 72-80; J. Zając, Teoretyczne..., s. 1035; M. Howard, op. cit., s.249.